Aktualności

Strona 1 z 7  » »»

Warto przypomnieć, że dwa lata temu pojawił się nowy, ciekawy magazyn dla muszkarzy „Sztuka Łowienia“. Kolegów, którzy do tej pory nie mieli go w ręku, zachęcam do sięgnięcia po niego...

Opublikowany przez admin dnia 12-02-2012 Więcej

Październikowe Towarzyskie Zawody Muchowe im.Edmunda Antropika mamy już za sobą. Pogoda i tym razem nas rozpieściła - wprawdzie rano, gdy zebraliśmy się przy grobie Mundzia, był lekki przymrozek, ale za to w południe w słońcu, temperatura dochodziła do kilkunastu stopni. Przy bezchmurnym niebie Bory Tucholskie wyglądały jak malowane a Wda, wiadomo, piękna jak zawsze.

Opublikowany przez admin dnia 25-10-2011 Więcej

„Na chłysta“

Dwaj Rosjanie, przyjaciele, Witia i Wowka, czyli po naszemu Witek i Walery przyjechali na ryby starym mercedesem, beczką. Zwyczajni, skromni, młodzi ludzie.

Właścicielka pensjonatu widząc ich pojazd, poprosiła mnie abym wysondował czy nie są jakimiś oszustami i czy mają pieniądze na opłacenie pokoi i licencji. Typowe zachowanie lokalnej bizneswoman, która zwykła oceniać gości po klasie samochodu.

Wieczorem, w tradycyjnym miejscu spotkań wszystkich wędkarzy, czyli w barze, zaczęli podpytywać mnie o łowisko, ryby, metody połowu... Słyszeli, że tu można się nauczyć łowienia na muchę, czyli po ichniemu „na chłysta“. Na naukę mają tydzień czasu, dobrze zapłacą - do Rosji chcieliby wrócić jako muszkarze.

Okazało się, że Wowka ma prywatną klinikę pod Moskwą - zatrudnia blisko pięćdziesiąt osób, lekarzy i pielęgniarek - natomiast Witia jest właścicielem dużej hurtowni materiałów budowlanych; tygodniowo sprowadza, także z Polski, kilka tirów różnorodnych towarów. Pierwszy kolekcjonuje sportowe samochody, pasją drugiego są wyścigowe motocykle - ma ich siedem.

Do Polski przyjechali nieco sfatygowanym samochodem, ponieważ ostrzeżono ich, że te drogie u nas kradną, co nie było dalekie od prawdy.

Pytali także, i to całkiem poważnie, czy pensjonat i jezioro są na sprzedaż...

Gdy powiedziałem szefowej jakich firm są właścicielami, z wrażenia rozfalował się jej obfity biust, a policzki zapłonęły rumieńcem. Natychmiast zadysponowała aby cały personel otoczył gości specjalną, ciągłą opieką. Na drugi dzień zakupiła karton rosyjskiego szampana i czarny kawior. Sęk w tym, iż goście preferowali białą wódkę i polskie kiełbasy. Kawior posłużył do innego celu...

Następnego dnia po śniadaniu zabrałem ich do Mundzia Antropika, do Zimnych Zdrojów nad Wdą.

Zostawili u niego kilka tysięcy złotych, za które zostali wyposażeni w wędki muchowe, sznury, kołowrotki i muchy. Pierwszą lekcję operowania muchowym zestawem odebrali od samego guru na przydomowej łączce. Pozwolił im również złowić po tęczaku z hodowlanego stawku, więc wrócili „ugotowani na twardo“.

Zrobiłem im wykład teoretyczny, a także praktyczny na basenie i po południu wypłynąłem z nimi na jezioro, kierując łódź w stronę okolonej lasem zatoki. Jej obszar patrolowały zawsze stadka pstrągów tęczowych, często było je widać pod powierzchnią. Zasiedziałe w jeziorze ryby nie były łatwe do złowienia, nierzadko nawet doświadczeni muszkarze wracali o kiju. Te świeżo wpuszczone były znacznie mniej podejrzliwe i kapryśne.

Przed wypłynięciem Witia zwierzył mi się, że jego przyjaciel ma dzisiaj urodziny, i najlepszym prezentem byłby pierwszy złowiony na muchę pstrąg. Jeśli tak się stanie, to wieczorem na urodzinowe przyjęcie zaproszą wszystkich przebywających w pensjonacie wędkarzy.

Ryb nie mogłem namówić do aktywności, jedynie co mogłem zrobić, to dobrać odpowiednie muchy i podpowiedzieć jak mają łowić. Zdecydowałem się na nieduże stramerki - Witia zawiązał Misionnary, Wowka Montanę w odcieniach zieleni.

Obławiali w skupieniu metr po metrze rewir zatoki, kładąc muchy pod brzegiem w pobliżu zwalonych konarów i zatopionych drzew. Rzucali także na otwartą wodę, topiąc muchy głębiej. Nie wszystkie rzuty były podręcznikowe; a to linka chlapnęła o wodę, a to owinęła się o kołowrotek, lub mucha poleciała nie tam gdzie chciał muszkarz...

Starali się jak potrafili, lecz ryby najwyraźniej nie wiedziały, że Wowka ma urodziny.

Po dwóch godzinach bez żadnego kontaktu byli nieco podłamani, lecz wciąż uparcie łowili, i jak to często bywa nad wodą, wszystko się odmieniło niemal w jednej chwili. Dobry Duch Jeziora wybudził się z drzemki i stał się łaskawszy. Słońce zaszło za chmury, nasilił się wiatr i ryby się uaktywniły. Pierwszy krótki kontakt miał Wowka - aż krzyknął z wrażenia, gdy po spóźnionym zacięciu, półmetrowy pstrąg wystrzelił nad powierzchnię wody... i spadł. Po kilku minutach swojego pierwszego,podobnej wielkości, z niemałym trudem wyholował Witia, a za moment znacznie większego zapiął, tym razem skutecznie, jego przyjaciel. Walka się przeciągała, ryba szalała w toni, nurkowała do dna, odchodziła na kilkanaście metrów i gwałtownie zawracała, ukazując się w całej krasie na powierzchni... W końcu tęczak się poddał - miał ponad sześćdziesiąt centymetrów długości. Jest !. Jest, ten pierwszy, urodzinowy, „na chłysta“ !. Wowka stanął uradowany w łodzi ściskając oburącz srebrzystą zdobycz i rozległo się głośne „Urra !“, „Urra !“, „Urra !“. Cieszyłem się razem z nim.

Potem dołowili jeszcze po rybie a kilka innych spadło podczas holu. Jeden spasiony tęczol wszedł Wowce pod łódź i urwał przypon. Stwierdziłem, że na dziś wystarczy - wędkarskie emocje należy dozować.

Ryby odebrał od nas hotelowy kucharz aby przygotować je z grzybami w folii na urodzinowego grilla, a ci którzy je złowili jeszcze długo dochodzili do siebie rozprawiając o wrażeniach z kilkugodzinnego wędkowania.

Wieczorem, na przyjeziornej łące, przy ognisku i pięknie zastawionym stole stawiło się kilkanaście osób. Były życzenia, była gitara, były piosenki, i polskie i rosyjskie.

Po pierwszych toastach byliśmy jedną muszkarską rodziną.

Zaserwowałem wymyślonego na poczekaniu drinka, którego nazwałem „Światła Moskwy“, lecz nie potrafię powiedzieć, czy po jego wypiciu, w oczach robi się jaśniej, czy ciemniej... być może zależy to od tego czy pijemy za dnia, czy w nocy. Drink zrobił furorę, nie tylko tego wieczoru.

Podaję przepis: duża szklanka coctajlowa w jednej trzeciej wypełniona lodem, na lód łyżeczka czarnego kawioru, a na to 100 gram rosyjskiej wódki „*Stolicznaja“. Na brzeg szklanki plasterek limonki.

Muszkarze celebryci mogą jako dodatkowy akcent dekoracyjny wrzucić Red Taga bez zadzioru.

Na zdrowie !.

 

*Z braku wódki rosyjskiej może być polska, od biedy fińska.